Archiwum kategorii 'o mnie'

03
maj
12

Tak się znowu pojawiłam

Wreszcie nadszedł ów upragniony długi weekend, na który miałam przynajmniej dziesiątki pomysłów, i ostatecznie, parę planów. Oczywiście, brutalne życie zweryfikowało moje proste marzenia, i zamiast spokojnego leżenia na zielonej trawce w jakimś odludnym zakątku Polski, półleżę w biurowym fotelu przed komputerem, niemalże w środku miasta. Na domiar złego, dla mnie, tylko dla mnie(!), zostało tylko pół tegoż weekendu, bo pierwszą jego część zmarnowałam na nadrobienie różnych zaległości w pracy.

No i jeszcze ta pogoda… Uwielbiam wiosnę, to moja ulubiona pora roku, ale z drugiej strony, kiedy przychodzi, to niemalże automatycznie łapię chandrę. Uświadamiam sobie, że lata lecą, a w moim życiu nic się nie zmienia na lepsze. Pieprzony constans… pewnie, że zawsze może być gorzej, ale dlaczego w końcu nie jest lepiej? Przecież podobno “nie może wiecznie padać”? I jeszcze te wszystkie obściskujące się namiętnie pary w parku czy idące za rękę na ulicach. Po prostu dół. Na dodatek zmarnowany długi weekend. Podwójny dół.

OK, w końcu jakoś się pozbierałam do kupy (?), staram się odpisać na zaległe maile, ale nie idzie mi dobrze. Na domiar złego, jeszcze przed chwilą zaciągnęłam nowe pończochy. Niby było już jako tako, a teraz dół razy trzy.

04
sty
12

odpowiedzi na emaile

Już dawno miałam o tym napisać, ale jak zawsze zapominałam albo nie miałam czasu. A powinnam była, bo to ważne.

Jeśli napisałaś/napisałeś do mnie email, a następnego dnia nie masz na niego odpowiedzi – nie gniewaj się na mnie. Staram się odpisywać na wszystkie wiadomości, niestety nie zawsze mogę to zrobić tak szybko jak bym chciała. Nie każdego dnia mam wystarczająco dużo czasu albo weny; tym bardziej jeśli odpowiadam na jakąś dłuższą wiadomość, gdzie muszę wszystko przemyśleć kilka albo kilkanaście razy i pewnie tyle samo razy poprawić, bo nie lubię pisać na szybko, byle jak i byle coś odpisać.

Aha, no i jeśli nie jestem zainteresowana jakąś znajomością, to mam zwyczaj o tym napisać.

27
gru
11

po świętach

Nic się nie zmieniło.

No może poza tym, że zauważyłam, że schudłam. Spodnie zaczęły ze mnie trochę lecieć, no może bez przesady, ale tak, że to odczułam. Niby nic dziwnego, ale wczoraj założyłam kozaki, oficerki, które zwykle ledwo dopinałam…… a tu….. cud! Dopięłam lekko i od ręki, a do tych kozaków, które pół roku temu były akurat, to mogę dziś wpuścić dżinsowe rurki. Dopięłam nawet takie, które zawsze były za wąskie: skórzane Marks&Spencer (cudo! całe ze skóry razem z podeszwą), za które kiedyś się strasznie wypłaciłam, a które miały iść do szewca na rozciągnięcie. Nie wiem tylko, czy to wszystko jest efektem ponadnormatywnej pracy w ostatnim czasie, czy dość wytrwałych i regularnych ćwiczeń. Nieważne. Byle to utrzymać.

Ach, no w sumie to nawet się zmieniło. No może nie tak oczywiście i wyraźnie, ale do mojego Bestiariusza dodaję dziś nowy takson:

transka-molestator
Jak sama nazwa wskazuje jest to osoba płci “trans”. Niestety, jej charakterystyczną cechą jest próba przekonania mnie, że związek trans-trans ma sens i jest to coś wspaniałego, o czym powinnam była marzyć od zarania mojej świadomości. Ten typ zupełnie nie przyjmuje do wiadomości, że taka relacja mnie nie interesuje ani emocjonalnie, ani (tym bardziej) nie pociąga fizycznie. I dotychczas, czyli przez jakieś ostatnie 3 czy 4 lata, zaledwie jednej trans udało się mnie zauroczyć do tego stopnia, że zaczęłam się nad taką relacją zastanawiać.
Uwaga: powyższy typ charakteryzuje się podwyższoną odpornością na spławianie.

25
gru
11

święta czyli spokój

Tak jak pisałam wcześniej, dopiero dziś odzyskałam spokój czyli samotność i swój mały świat. Wczorajszy dzień minął szybko, może nawet za szybko. Nie chce mi się pisać o samej kolacji i świętach, bo nie zdarzyło się nic o czym warto napisać. Dość, że dziś przed południem byłam już z powrotem u siebie w domu. Sama. Wreszcie. Z poczuciem, że po ostatnim sprincie, to na następne kilka dni zapowiada się słodkie nieróbstwo.
Właśnie otworzyłam pocztę, i uch…..! Zaraz postaram się odpisać na krótsze maile, dłuższe pewnie zostawię na jutro, wiadomości z TD także. Dziś nie dam rady odpisać na tyle, ale kilku osobom dziękuję za życzenia, to naprawdę bardzo miłe. :)
Teraz doprowadzam dom do porządku… bo wszystko, co na czas mieszkania z matulą musiało zniknąć z widoku, musi wrócić na swoje miejsca. Dopiero wtedy znowu poczuję się normalnie.
No i po ostatnich tygodniach niełatwej i nieprzyjemnej pracy powoli odchodzi ode mnie aseksualność i wzięłam się za dokończenie dwóch opowiadań, w tym jednego, które zaczęłam z rok temu, a które jak zwykle będą dostępne dla zainteresowanych.

Wszystkim wiernym czytelnikom bloga:
Wesołych Świąt!

Santa pinup

13
gru
11

trans opowiadania, trans porno i pisanie do szuflady

Przyznaję się, że wiele razy poszukiwałam dobrych opowiadań w tematyce trans. No i niestety, ale te, które znalazłam można podzielić na dwie, no… w sumie 3 kategorie: czysta pornografia, pornografia z odrobiną fabuły i opowiadania prawie w ogóle pomijające tematykę seksu.
Brak mi czegoś pośrodku. Życiowego. Czegoś jak harlequin tylko z odrobiną pikanterii. Akurat Harlequina to podałam tak dla przykładu (może dlatego, że lubię romantyczne historie), równie dobrze może być opowiadanie fantasy czy detektywistyczne, w którym leitmotivem jest transwestytyzm lub transseksualizm, ale za to takie, gdzie autor by potrafił wpleść wątek erotyczny tak, żeby stanowił tylko jeden z wątków, był dopełnieniem, a nie przesłonieniem całości fabuły.

W ogóle to dostrzegam olbrzymią różnicę nie tylko w ilości, ale bardziej w jakości między opowiadaniami polskimi a anglojęzycznymi. Zdecydowana większość polskich jest “as raw as fuck”, dosłownie. Z krótszym lub dłuższym zagajeniem pornograficznej akcji. Ta drobna reszta to te prawie aseksualne. Myślę, że i jedne i drugie są potrzebne, sama pisywałam i pisuję różne. Ale no sorry, ale większość tego na co trafiłam w polskim necie nosi wyraźne ślady szybkiej i jednorazowej masturbacji autorki/autora. Poza małymi wyjątkami, to zwykle brak w nich realizmu i budowania klimatu. Zwykłe rypanie, ewentualnie obciąganie. Może to podnieca podobnych autorom, ale może naprawdę istnieje grupa bardziej wymagających czytelników?

Nie postponuję polskich autorów, bo w anglojęzycznym necie też większość to opowiadania pisane pod wpływem buzujących hormonów, ale jednak trafiają się prawdziwe perełki, pisane pewnie tygodniami jak nie miesiącami. Z rozbudowaną fabułą, scenerią, niezłymi dialogami i czasami nawet z jakimś przesłaniem (nie będę ułatwiać, zainteresowani sami znajdą ten właściwy portal). A tego to w polskim necie ni hu hu.

Wiadomo, że wszystkim rządzi rynek, czyli popyt i podaż. Więc skoro od lat nie pojawia się nic bardziej ambitnego to znaczy, że jak na razie jest zbyt mało osób lubiących delikatną erotykę w klimacie trans. Dlatego wciąż piszę. Może nie najlepiej. Może brak mi warsztatu. No bo komu poważnemu dać do krytyki opowiadanie trans, żeby poprawiać swoje błędy? Więc na razie piszę do szuflady i czekam na popyt.

Ze słowem pisanym i tak jest lepiej niż z kinematografią. Dotychczas nie znalazłam niczego naprawdę dla siebie. No owszem, jest kilka niezłych filmów poruszających temat ale nic z tego czego bym oczekiwała: niezłej fabuły i delikatnej erotyki.
Tak jak geje mają swoje Brokeback Mountain, a lesbijki śliczną scenę z Chloe, Bound Wachowskich (Matrix) czy moją ulubioną “bajkę”, Fucking Åmål Moodyssona (do dziś robi mi się słabo podczas pocałunku dziewczyn w samochodzie z Foreigner – I Want To Know What Love Is w tle), tak dla nas, trans nie ma nic takiego….. No i owszem jest kilka niezłych filmów, jak The Wong Foo z Patrickiem Swayze… ale jednak bardzo brak mi czegoś w stylu Dirty Dancing z motywem trans.

No i na koniec kinematografia-pornografia.
Z mojego punktu widzenia, to nawet nie chce mi się rozwodzić nad tym jak bardzo żenująco niska jest jakość większości filmów. Aktorki wyglądające na ćpunki, z pryszczami na tyłkach, a i aktorzy nie lepsi. Obrzydzenie. Może to taka specyfika branży, ale scenki, które lubię od czasu do czasu obejrzeć, to mogę w przeciągu ostatnich 3 czy 4 lat lat policzyć na palcach obu rąk, może trochę więcej. No tak, jest kilka niezłych scen z Kimber James, Celeste, czy “zabytkowych” z Miriam Rivera, ale to i tak w większości nie to, czego oczekuję. Brak w nich geniuszu reżyserskiego Philipa Monda.
To na tyle.

PS
Tego posta pisałam na smartfonie przez parę dni, w drodze między pracą a domem, i dopiero dziś udało mi się go lekko poprawić i wkleić, więc wybaczcie mi błędy.

02
gru
11

nic tak naprawdę ważnego

Dziś znów udało mi się urwać chwilę dla siebie. No i więc co prawda jestem, ale tak zmęczona i pora dnia (nocy?) jest tak późna, że już nie dam rady sensownie odpisać na maile… Ale weekend podobno zapowiada się wolny, bo (znów “podobno”) jesteśmy przed terminami, więc pozostaje tylko jakoś wyekspediować matulę na te 2-3 dni w jej własny świat, no bo przecież będę w domu i jak zwykle sama sobie poradzę z wyprzątaniem kuwety i resztą życia.
Więc już dziś zaczęłam nawijkę, że pewnie kwiaty ma niepodlane i tak dalej więc może jednak weźmie to do siebie i da mi parę dni spokoju. Nie no, to wcale nie tak, żebym jej nie doceniała ale naprawdę nadmiar opiekuńczości jest gorszy od faszyzmu, a ja tylko chcę mieć (brzydkie słowo), chwilę dla siebie… tak tam dla poratowania własnego zdrowia psychicznego. Ach! No i wreszcie chciałabym zjeść coś normalnego, jakąś pizzę czy spaghetti własnej roboty.

28
lis
11

Ballet heels? Niektórzy mówią, że się nie da!

Ci, którzy regularnie czytają ten blog albo mają ze mną dłuższy kontakt, to wiedzą, że jednym z moich największych fetyszowych marzeń są “ballet heels”. No cóż, tak się jakoś stało, że miałam chwilowy dopływ gotówki, i w zeszłym miesiącu postanowiłam zamówić jedną parę z Pleasera. Mam nadzieję, że zamówienie dojdzie do mnie chociażby do Bożego Narodzenia….

Mniejsza z tym, którą parę z nich wybrałam, ale wbrew temu, co niektórzy sądzą, to w tym da się chodzić!

….aj, ten tatuaż z dreamatcherem podejrzanie zaczyna za mną chodzić…… tak w ogóle to jestem przeciwniczką tatuaży, bo co dres to tatuaż….. ale coś tm oryginalnego, czego nie będzie miał żaden dresiarz spod Żabki…… trochę mnie nęci.

….no i taki tam sympatyczny tutorial……

…i jakaś tam kwintesencja całości. :D

21
lis
11

Info – trochę mnie nie będzie

Ponieważ (jak zawsze, w najmniej spodziewanej chwili) pojawiło mi się poważne zlecenie, to prawdopodobnie aż do Wigilii będę bardziej nieobecna niż obecna. Do tego przez ten czas nie mieszkam sama (niech żyje mamina nadopiekuńczość…), więc swobodę pisania mam trochę ograniczoną. Wszystkich znajomych (i nieznajomych ;) ) upraszam o pisanie na email, ponieważ na trans-dating i crossdressing będę się pojawiać raczej sporadycznie i to na krótko. Za to być może dam radę dodać tu jakiś nowy wpis, ponieważ kilka mam na ukończeniu i w większości wymagają tylko “poprawek redakcyjnych”.

Dla osób, które znają mnie trochę lepiej: w moim życiu przez ostatnie kilka miesięcy zasadniczo nie zmieniło się nic, na co by warto zwrócić uwagę. Kolejna jesienna depresja. Dobrze tylko, że wreszcie minęła “złota polska jesień”, ta nieszczęsna aura podczas której czuję się najgorzej i wyłączam się z jakichkolwiek kontaktów towarzyskich i pisania. Sorry, ale w tym czasie nie radzę sobie z sobą samą… i jeśli nic nie zmieni się na lepsze do przyszłej jesieni, to pewnie nie dam rady bez psychologa.

Tak mniej więcej się czułam:

Kury – Jesienna deprecha

25
sty
11

dwa tygodnie maratonu i etat

Najważniejsza z agencji, od których dostaję zlecenia podpisała umowę na błyskawiczną realizację kompletu materiałów dla jednej ze średnio znanych u nas firm z UK tworzącej nową markę.
Komplet naprawdę oznaczał komplet, bo tylko logo i część etykiet produktów była gotowa, a więc trzeba było im zrobić: CI, a w nim wszystkie możliwe druki firmowe, stronę internetową, billboardy, ulotki i bannery promocyjne, resztę etykiet i tak dalej. Wszystko po angielsku, więc nawet ja, mimo że spędziłam trochę czasu na wyspach wśród rodowitych Anglików, to sprawdzałam wszystko po trzy razy.
Czas na wykonanie: 14 dni (i chyba tylko dlatego to dostaliśmy, że nikt inny nie dawał krócej niż miesiąc), więc nie było mowy o pracy zdalnej.
Ichnia agencja, która robiła im to wcześniej, podobno splajtowała, ale linie produkcyjne szły pełną parą, biura zorganizowane i ludzie zatrudnieni, a produktu nie można było dać na półki, więc na gwałt szukali maratończyków.
Chcąc – nie chcąc zostałam prowadzącą tą realizację od strony graficznej, bo główny grafik agencji jest na chorobowym, ale że ma go na dwa miesiące, to pewnie ma jakieś ciekawe zlecenie albo zagrzewa lepsze miejsce, bo facet jest naprawdę zdolny.
Przez pierwszy tydzień wychodziłam z domu o 7 rano i wracałam do domu nocnym autobusem około 23 -24, a w drugim tygodniu albo brałam taxi albo prosiłam sąsiadów o wrzucenie kotu whiskasa i spaliśmy w firmie z dwoma programistami stron, którzy mieszkają jeden w Swarzędzu, a drugi w Biskupicach.
Angole są strasznie pedantyczni, a jednocześnie niedokładni, bo dostawałam dziennie kilkanaście albo i kilkadziesiąt poprawek w układzie graficznym materiałów i strony, ale większość brzmiała coś jak: “trochę w dół” – to znaczy jakieś cztery punkty…, ale z kolei “trochę w górę” – to już prawie pół kwadratu… i tak dalej…
To tyranie mi się opłaciło, zrobiliśmy wszystko na czas, cała realizacja została oddana bez większych zastrzeżeń, a takich pieniędzy jak dostałam, to już dawno nie oglądałam. Oczywiście jakaś jedna trzecia poszła dziś na zakupy tu i tam, no bo nie byłabym sobą, ale resztę postanowiłam odłożyć na samochód.
Wczoraj dostałam propozycję etatu na stanowisku grafika i specjalisty DTP, ale chyba nie skorzystam, no bo wątpię, żeby mi się chciało przeżywać co jakiś czas kolejne takie maratony (ten będę odsypiała chyba przez tydzień), bo pieniądze pieniędzmi, ale moje zdrowie ważniejsze.

23
gru
10

idą święta

Idą święta, a ja nie wiem czy się cieszyć czy nie, bo zupełnie nie czuję tego świątecznego nastroju. Może to dlatego, że w agencjach reklamowych, takich jak ta do której jestem w większości “przypięta”, to okres przedświąteczny to jest czas, kiedy pracy jest dwa razy tyle co zwykle, a… no i musiałam ponadrabiać zaległości, które się porobiły przez ostatnią awarię komputera. Czuję się zmięta, przeżuta, wypluta i nie mam na nic ochoty. Przez ostatnie dni nie miałam nawet kiedy poodpowiadać na najpilniejsze maile, za co przepraszam. Niby od jutra mam wolne, bo gorący okres w branży się skończył, ale nadal myśl o świętach mnie nie cieszy… no bo ani to więcej wolnego, bo obydwa święta wypadają w weekend, a no i sama wigilia też pewnie będzie czerstwa jak zwykle… Zobaczę znowu ludzi, za którymi za bardzo nie tęsknię, dostanę życzenia, których bym wolała nigdy nie usłyszeć, będę musiała odpowiadać na pytania, na które wcale nie chcę odpowiadać, a na dodatek i tak nie dostanę nic z tego o czym naprawdę marzę mimo to, że sama naprawdę zawsze staram się z prezentami i kupuję je zwykle już w listopadzie.
Siedzę sobie w spokoju i słucham Björk. I mam nadzieję, że jakoś przetrwam najbliższe dni.




Chwilowe motto

- To chłopiec czy dziewczynka?
- Nie uważasz, że jest trochę za wcześnie na przypisywanie ról społecznych?

"Sens życia wg Monty Pythona"

 

Maj 2012
P W Ś C P S N
« sty    
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031  

Kontakt ze mną

Google Talk, Jabber, AQQ, Gajim, GG Lite, Spik i cała reszta XMPP'owej menażerii:
Jabber XMPP GTalk dorotatvjabber.org

Uwaga! Powyższe nie jest adresem email, tylko ID Jabbera! Adres email znajduje się poniżej.

Aktualny adres email:
dorotatvcaress.com

Trochę więcej o mnie

Transka M2F.
Absolutna fanka butów. Zarówno tych zwyczajnych, codziennych, ale przede wszystkim nietypowych, "łóżkowych" i drogich.
Z dużym odchyłem w stronę prawdziwych nylonowych pończoch, gorsetów i stylu pin-up.

I love nylon stockings
I like to wear high heels
Usually, I wear ballet flats
Ballet stilettos are very sexy for me
I love to wear high boots
Usually, I wear stockings
I love fishnet stockings, pantyhose, bodystockings, pants... whatever

O blogu


pagerank 2

Ulubione marki

To nie to, żebym patrzyła na metkę. Jeżeli coś mi się naprawdę podoba, to kupuję i już. Ale przy niektórych mam swoje sprawdzone rozmiary, a do tego podoba mi się wzornictwo, no i wiem jaką jakość otrzymam.

asos atmosphere buffalo denim co. doc johnson dorothy perkins dr martens dunnes stores gatta heavy duty h and m killah leg avenue lux marilyn marisha miss sixty marks and spencer new look new yorker next nike pleaser usa puma ryłko primark - secret possessions skechers troll wrangler zara

Książki

No data found
Book recommendations, book reviews, quotes, book clubs, book trivia, book lists

del.icio.us


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.