Pierwsze ciuszki, jak większość z trans-dziewczyn znalazłam we własnym domu. Przyciągały mnie swoją magią już od trzeciej klasy podstawówki, kiedy to oczarowały mnie odziane w lśniące rajstopy nogi koleżanki z ławki przede mną. Od tego czasu w większości moich fantazji pojawiały się rajstopy, a z czasem też lakierowane buciki, cienkie bluzeczki i spódniczki. Najpierw były to marzenia o samych rzeczach, ale z biegiem czasu coraz bardziej pragnęłam mieć je na sobie, poczuć dotyk cienkiego materiału czy postukać o podłogę lakierkami. Pewnego dnia pojawiło się też pragnienie, by pojawił się ktoś, dla kogo mogłabym być dziewczyną…
Do czasu, kiedy nie znalazłam się w liceum, tłumiłam te myśli. Chyba było to głupie, bo gdy tylko pojawiła się okazja, to i tak poszłam za ciosem.
Pierwsza okazja trafiła się podczas wielkiego sprzątania (kiedy moi rodzice jeszcze byli ze sobą), i była bodźcem, bez którego nie wiem czy bym była tym, kim jestem teraz.
Mama kiedyś doszła do wniosku, że jej stare rzeczy zajmują zbyt wiele miejsca i rozpoczęło się przeglądanie szaf, szuflad, kredensów i wszystkich innych zakamarków w poszukiwaniu “śmieci”. Oczywiście mi przypadł zaszczyt wyniesienia tego majdanu na śmietnik. Moja natura jednak nie pozwoliła mi zmarnować tyle dobra nagromadzonego w workach. Nie mogąc zasnąć, z bijącym sercem czekałam do rana, aż zostanę sama w domu i będę mogła dobrać się do moich skarbów. Pamiętam jak dziś, kiedy z nerwowym oddechem przymierzałam każdy niezniszczony drobiazg. Nie nazbierało się tego wiele, ale miałam wreszcie kilka własnych par rajstop, satynowe figi, dwa staniki, naddarte nylony, śliski podkoszulek i pas do pończoch. Spędziłam chyba z godzinę w łóżku rozkoszując się dotykiem kobiecości i marząc o wszystkim i niczym.
Ten dzień mnie ośmielił, przełamałam się do wielu rzeczy, ale to już tematy na inne wpisy.
Teraz kolej na statystykę na dzień dzisiejszy.
sukienki: 6
spódnice: 3
spódniczki: 7 (w tym jedna ze sztucznej skóry)
dżinsy: 3 (jedne z zamkiem z tyłu
)
rurki: 4
krótkie spodenki: 2
sztruksowe dzwony: 3 (2 pary biodrówek)
rybaczki: 1
inne spodnie: 1
swetry: 2
bluzy, koszule: 5
białe, wyjściowe tiulowe bluzki: 2
kostiumy kąpielowe i gimnastyczne: 2
legginsy: 4
getry: 3
staniki: 3
stringi: 3
figi, szorty: 4
pasy do pończoch: 3
halki: 3
Rajstop, pończoch, podkolanówek i tym podobnych nawet nie policzę – ostatnio mam fioła na punkcie żakardowych, więc kupuję kiedy tylko mogę.
kozaczki: 5 (2 na szpilce, 1 retro)
botki na szpilce: 1
botki retro na szpilce: 1
wyjściowe (do kostiumu, garnituru): 3
rzymianki: 1
sandałki na obcasie: 1
szpilki: 5
balerinki, baletki: 12 (3 na kaczuszce, 2 lakierowane, 1 szpic)
koturny go-go: 6.
Jak na 1,5 roku samodzielności, myślę, że to chyba nieźle.
Szkoda tylko, że noszę to ciągle sama dla siebie…