Znalezione dzisiaj na Kwejku, absolutna, bezwzględna prawda.
Archiwum kategorii 'Bez kategorii'
Cała prawda o kupowaniu butów
Stop ACTA
Dziś powinnam była dodać nowy wpis, znaczy się ten zaległy, o ubieraniu się unisex który monotonnie rzeźbię przez ostatnie parę dni. Niestety, ale sytuacja społeczno-polityczna zmusza mnie do napisania czegoś z zupełnie innej bajki.
To nie to, żebym owczym pędem szła za trendami. Ci, którzy czytują bloga albo mnie jakoś lepiej znają doskonale wiedzą, że ów owczy pęd (pomijając niektóre aspekty mody) jest jak najbardziej przeciwny mojej naturze.
Jednakże tym razem chodzi o coś naprawdę ważnego, o wprowadzenie globalnej cenzury. Ha! Pomijam “piractwo”, bo każdy zdrowy na umyśle człowiek chyba zdaje sobie sprawę z tego, że tzw. “walka z piractwem” to raz, że jak walka biednego Don Quijote’a z wiatrakami, (bo od czasów mojej młodości pamiętam przynajmniej kilkanaście sposobów “piracenia”, ot chociażby warezowe FTP, mac’owy Hotline, Audiogalaxy, Kazaa czy eMule, a ostatnio BitTorrent czy serwery webowe w rodzaju Rapidshare) co prowadzi do prostego wniosku, że “piractwo” najwyżej zejdzie jeszcze głębiej w underground i żadne ACTA mu nie straszne, a dwa, że to tylko “zasłona dymna”, “działanie pod przykryciem” lub “fałszywa flaga”, która ma umożliwić kompleksową inwigilację obywateli. Na czym zwłaszcza nam, osobom “nie do końca przystosowanym społecznie” raczej nie zależy.
Dlatego będę dziś, 26 stycznia o 17:00 na poznańskim Rynku, gdzie wszystkich zapraszam, by pokazali swój sprzeciw przeciwko działaniom “rządu”, bo:
We are Anonymous, we are Legion.

Oczywiście w zachodnich mediach zmowa milczenia – jedyne co znalazłam: https://www.mail.com/int/news/europe/1003134-protests-polish-cities-copyright-treaty.html
Dziś już nie mam siły, więc jutro postaram się dokończyć wpis.
Właśnie odgrzewam (odczytuję) sobie starego kotleta z CrossDressing – mini i szpilki a “bycie kobietą”. Piszę akurat tu, bo nie chcę się wypowiadać na forum, żeby nie robić kolejnego, bezsensownego flejma.
Tak na wstępie chciałabym doprecyzować tytuł wątku: nie powinien on brzmieć: “mini i szpilki a bycie kobietą”, bo noszenie mini i szpilek z nikogo nie zrobi kobiety, mimo cudzysłowia…. rodzimy się tacy albo inni i na to nie ma rady, ale zamiast tego bardziej adekwatnie brzmi: “mini i szpilki, a czucie się kobietą”.
Jakby nie spojrzeć, noszenie mini i szpilek, i w ogóle jakichkolwiek kobiecych ciuchów nie jest dla mnie wyznacznikiem poczucia kobiecości. Nie wiem jak u innych dziewczyn, ale we mnie poczucie kobiecości pojawiło się niewiele później niż sięga moja pamięć i jeszcze nie było związane z ciuchami. Od zawsze czułam, że nie jestem taka jak inni chłopcy w moim wieku. Nigdy nie lubiłam kopania piłki (na wuefie stawiali mnie na bramce albo zamiatałam bieżnię, bo do niczego innego się nie nadawałam) i do dziś nie jestem w stanie pojąć swoim małym rozumkiem, co może się komuś podobać w futbolu czy koszykówce. Za to fajne było skakanie w gumę z dziewczynami i bawienie się Barbie kuzynek.
Wydaje mi się, że dla niektórych dziewczyn noszenie ciuchów uznanych społecznie za synonim kobiecości stanowi sedno wszystkiego. O, tak! Ubrać się jak ta lala, wymalować i może nawet wyjść tak z domu. No tak, może to ja jestem spaczona psychicznie, bo parę lat temu opuściłam dom rodzinny i mieszkam sama, albo dlatego, że teraz ciuchy rzadko kiedy mnie podniecają seksualnie…… ale takie rzeczy nigdy nie były dla mnie czymś lepszym od innych, kobiecych ciuchów.
Szpilki i mini? Ok, suuuper, ale tylko wtedy, kiedy mam “lepszy” dzień lub taki bardziej naładowany hormonami i akurat mam na nie ochotę. Wtedy mogą być nawet koturny od 17 centymetrów w górę. Jednak na co dzień wolę niski lub płaski obcas: płaskie muszkieterki, oficerki, butki na kaczuszce, balerinki, albo (o zgrozo potworna!) damskie Pumy czy Nike. Do tego potrafię założyć (równie przerażające!) spódniczki przed kolano, legginsy i tuniki z golfem, sweterki, szmizjerki, biurowe koszule, zwykłe dżinsy, rurki, bojówki czy dzwony, no i ba! mam nawet kilka zupełnie długich spódnic i sukienek!
No i uwierzcie mi (albo nie), że naprawdę nie czuję się w nich mniej kobieco. Być może nie tak seksownie jak w kusej sukience cheongsam, botkach Miss Sixty czy czółenkach z Pleasera i nylonowych pończochach, ale wcale nie mniej kobieco.
Z natury jestem obserwatorką-introwertyczką. I może też dlatego obserwuję “genetyczne” dziewczyny, i te znajome i te, które prawie każdego dnia przewijają się przed moimi oczami. Zauważyłam, że większość z nich wysoki obcas i krótką spódniczkę traktuje albo jako element firmowego “munduru” (łatwo poznać po stonowanym kroju) albo czegoś na szczególne okazje. Ze wszystkich moich kilkunastu znajomych tylko jedna pomyka na co dzień w szpilkach tylko dlatego, że to zwyczajnie lubi.
W każdym razie obserwuję, uczę się i wyciągam wnioski. Dlatego kupuję sporo ciuchów i butów takich, jakie noszą dziewczyny w podobnym wieku.
I jest mi z tym dobrze, i jest mi z tym kobieco, bo dla mnie kobiecość to mniej zewnętrzny “look”, a bardziej to coś co jest we mnie.
tak na chwilę
Na parę godzin pozbyłam się matuli, ale pewnie już niedługo wróci od psiapsiuły.
Czy może być coś cudowniejszego od ciepłej tuniki z golfem, biustonosza, szortów, rajstop, balerin i legginsów?
Na te parę godzin, to chyba nie.
kobieta zmienną jest
Ha! naobiecywałam, że więcej mnie nie będzie niż będzie, a tu znowu wyszła ze mnie moja przekorna natura. I jest mnie tu więcej niż było kiedykolwiek.
Zresztą, kurczę blade, ze mną to zawsze tak było. Kiedy obiecywałam po raz setny, że będę się uczyć to jakoś nigdy nie wychodziło i było coraz to gorzej. No, ale kiedy na przekór rodzicom postanowiłam zupełnie olać szkołę, wagarować, palić, i pić jabole (no bo po co mi to zafajdane liceum? do szczęścia potrzebne?) to nagle wskoczyłam na pozycję jednej z najlepszych w klasie, a i maturę (zdawałam jeszcze tą starą) zdałam tak, że wszyscy dookoła nielicho się zdziwili.
Też zawsze tak samo było z byciem “en femme”. Im bardziej sobie obiecywałam, że już nigdy, przenigdy nie założę kobiecego ciucha, a już w ogóle, to na pewno nie zrobię żadnej innej jeszcze bardziej bezwstydnej rzeczy, tym bardziej mnie to wkręcało. Co z tego, że dziś wyrzucałam ciuchy i “akcesoria” (butów nigdy nie wyrzucałam – były za drogie
), jak jutro nie mogłam się oprzeć, żeby czegoś nie kupić?
Parę godzin temu wyekspediowałam matulę, aż do poniedziałku, do jej własnego świata, i teraz cieszę się tym, że przez następne dwa dni mogę pobyć sobą. Nie muszę sobie nic obiecywać, nie muszę nikomu nic ściemniać, będę robić to, na co mam ochotę.
Znowu jesień…
Nawet nie zauważyłam jak szybko minął ten rok… a już na pewno nie zauważyłam jak ledwie przemknęły mi przed oczami ostatnie trzy miesiące. Trzy miesiące, na które zaplanowałam tak wiele i tak bardzo nic z tego nie wyszło. Wiadomo, “okoliczności przyrody”, czynniki zewnętrzne, obowiązki względem rodziny i tak dalej, czyli życie w całej tak zwanej krasie. Miałam wypocząć, ale w tym roku z tego to chyba nici i muszą mi wystarczyć zeszłoroczne wakacje, no może jeszcze, póki ciepło, uda mi się wyrwać na jeden lub dwa weekendy do jakichś małych miejscowości gdzie jest cisza, las, jezioro… i święty spokój. Tylko tego mi teraz trzeba.
Tym bardziej, że powoli dopada mnie jesienna depresja, nieodłączny u mnie syndrom meteopatii. Zimą, już po Bożym Narodzeniu zaczynam czuć się OK, a jeszcze lepiej na wiosnę i wczesnym latem, aż od mniej więcej początku sierpnia, kiedy zaczynam czuć skracające się dni i mój nastrój wyraźnie pikuje. To chyba reakcja na brak światła słonecznego.
Staram się temu nie poddawać ale to nie takie proste… szukam jakiegoś odreagowania, na przykład w przeszukiwaniu Allegro i sklepów internetowych i tak sobie przypomniałam o tym co miałam kupić rok temu (pierwszy obrazek, bo na drugie trafiłam przed chwilą), na takie właśnie chłodne jesienne i zimowe wieczory, czyli:


…może zakupy poprawią mi nastrój chociaż na dzień czy dwa…
Powrót
Jak zwykle….. i ponowne składanie swojego życia.
Wiem, że kilka bliskich mi osób czekało na kontakt ode mnie. Z takich czy innych przyczyn – nie dałam rady, przepraszam. Jeżeli dostanę szansę, to w ciągu najbliższych kilku dni postaram się naprawić to, co zepsułam w międzyczasie.
przegląd roku 2010
Podsumowanie statystyk w roku 2010:
(zostało mi zaproponowane przez WordPressa, no to jak zwykle przetłumaczyłam… no i nie zawahałam się dołożyć coś od siebie, żeby wiernie oddać klimat i zwiększyć soczystość tematu…)

Blog-Health-o-Meter™ raportuje, że mój blog jest bardziej aktualny niż kiedykolwiek… dzięki…
Najlepsze teksty:
Pasażerski odrzutowiec Boeing 747-400 może pomieścić 416 pasażerów, ale mój blog w minionym roku został odwiedzony 13.000 razy – to chyba coś takiego jak 31 pełnych Boeingów 747. Mniam…
W tym też roku przybyło 25 nowych postów, zwiększających moje archiwum do 46 wpisów, no i zostało załadowanych 5 obrazków, zajmujących razem 124kb.
Dniem największej oglądalności był 6 listopada, w którym weszło na ten mój dziwny blog 116 osób …a no i najpopularniejszym postem był Najpiękniejsze trans – Miriam Rivera.
…Ach! No i skąd przyszli odwiedzający?
…no tak, ruch zwiększali przede wszystkim: crossdressing.pl, kinga-taruc.blogspot.com, szukaj.onet.pl, pl.wordpress.com, no i oczywiście google.pl.
Niestety, jednak większość odwiedzających szukała tylko prostego zaspokojenia swojej ciekawości i podniet: miriam rivera, opowiadania shemale, shemale opowiadania, transka i cybersex. Nie wiem czy się śmiać czy żalić… no bo jednak to “transka” jest miłe…
Atrakcje w roku 2010…
…czyli te strony, które były najczęściej odwiedzane:
Najpiękniejsze trans – Miriam Rivera luty 2010
1 komentarz
trans-dating, czaty i podobne styczeń 2010
kilka słów o mnie styczeń 2008
4 komentarze
Cybersex lipiec 2009
1 komentarz
Jesienna moda – rajstopy sierpień 2009
3 komentarze
węgrowska bez stanika
Wracając do netowego życia trafiłam od razu na: Węgrowska znowu bez stanika. Wiecie co? Wcale jej się nie dziwię, gdybym miała takie piersi, nieważne czy od chirurga plastycznego, czy nie, to też bym się starała, żeby wszyscy je zauważali.
usprawiedliwienie
Nie było mnie prawie dwa tygodnie. Tym razem, wyjątkowo, nie z mojej winy. Jest już 2 rano, a dopiero doszłam ze wszystkim do ładu, więc dopiero jutro postaram się wytłumaczyć, odpisać, przeprosić…

dorotatv
jabber.org






