Tak jak pisałam wcześniej, dopiero dziś odzyskałam spokój czyli samotność i swój mały świat. Wczorajszy dzień minął szybko, może nawet za szybko. Nie chce mi się pisać o samej kolacji i świętach, bo nie zdarzyło się nic o czym warto napisać. Dość, że dziś przed południem byłam już z powrotem u siebie w domu. Sama. Wreszcie. Z poczuciem, że po ostatnim sprincie, to na następne kilka dni zapowiada się słodkie nieróbstwo.
Właśnie otworzyłam pocztę, i uch…..! Zaraz postaram się odpisać na krótsze maile, dłuższe pewnie zostawię na jutro, wiadomości z TD także. Dziś nie dam rady odpisać na tyle, ale kilku osobom dziękuję za życzenia, to naprawdę bardzo miłe. ![]()
Teraz doprowadzam dom do porządku… bo wszystko, co na czas mieszkania z matulą musiało zniknąć z widoku, musi wrócić na swoje miejsca. Dopiero wtedy znowu poczuję się normalnie.
No i po ostatnich tygodniach niełatwej i nieprzyjemnej pracy powoli odchodzi ode mnie aseksualność i wzięłam się za dokończenie dwóch opowiadań, w tym jednego, które zaczęłam z rok temu, a które jak zwykle będą dostępne dla zainteresowanych.
Wszystkim wiernym czytelnikom bloga:
Wesołych Świąt!

caress.com







0 Odpowiedzi do “święta czyli spokój”