26
sty
12

Stop ACTA

Dziś powinnam była dodać nowy wpis, znaczy się ten zaległy, o ubieraniu się unisex który monotonnie rzeźbię przez ostatnie parę dni. Niestety, ale sytuacja społeczno-polityczna zmusza mnie do napisania czegoś z zupełnie innej bajki.
To nie to, żebym owczym pędem szła za trendami. Ci, którzy czytują bloga albo mnie jakoś lepiej znają doskonale wiedzą, że ów owczy pęd (pomijając niektóre aspekty mody) jest jak najbardziej przeciwny mojej naturze.
Jednakże tym razem chodzi o coś naprawdę ważnego, o wprowadzenie globalnej cenzury. Ha! Pomijam „piractwo”, bo każdy zdrowy na umyśle człowiek chyba zdaje sobie sprawę z tego, że tzw. „walka z piractwem” to raz, że jak walka biednego Don Quijote’a z wiatrakami, (bo od czasów mojej młodości pamiętam przynajmniej kilkanaście sposobów „piracenia”, ot chociażby warezowe FTP, mac’owy Hotline, Audiogalaxy, Kazaa czy eMule, a ostatnio BitTorrent czy serwery webowe w rodzaju Rapidshare) co prowadzi do prostego wniosku, że „piractwo” najwyżej zejdzie jeszcze głębiej w underground i żadne ACTA mu nie straszne, a dwa, że to tylko „zasłona dymna”, „działanie pod przykryciem” lub „fałszywa flaga”, która ma umożliwić kompleksową inwigilację obywateli. Na czym zwłaszcza nam, osobom „nie do końca przystosowanym społecznie” raczej nie zależy.

Dlatego będę dziś, 26 stycznia o 17:00 na poznańskim Rynku, gdzie wszystkich zapraszam, by pokazali swój sprzeciw przeciwko działaniom „rządu”, bo:

We are Anonymous, we are Legion.

divider

Oczywiście w zachodnich mediach zmowa milczenia – jedyne co znalazłam: https://www.mail.com/int/news/europe/1003134-protests-polish-cities-copyright-treaty.html

Dziś już nie mam siły, więc jutro postaram się dokończyć wpis.

08
sty
12

mini i szpilki (a czucie się kobietą)

Właśnie odgrzewam (odczytuję) sobie starego kotleta z CrossDressing – mini i szpilki a „bycie kobietą”. Piszę akurat tu, bo nie chcę się wypowiadać na forum, żeby nie robić kolejnego, bezsensownego flejma.

Tak na wstępie chciałabym doprecyzować tytuł wątku: nie powinien on brzmieć: „mini i szpilki a bycie kobietą”, bo noszenie mini i szpilek z nikogo nie zrobi kobiety, mimo cudzysłowia…. rodzimy się tacy albo inni i na to nie ma rady, ale zamiast tego bardziej adekwatnie brzmi: „mini i szpilki, a czucie się kobietą”.

Jakby nie spojrzeć, noszenie mini i szpilek, i w ogóle jakichkolwiek kobiecych ciuchów nie jest dla mnie wyznacznikiem poczucia kobiecości. Nie wiem jak u innych dziewczyn, ale we mnie poczucie kobiecości pojawiło się niewiele później niż sięga moja pamięć i jeszcze nie było związane z ciuchami. Od zawsze czułam, że nie jestem taka jak inni chłopcy w moim wieku. Nigdy nie lubiłam kopania piłki (na wuefie stawiali mnie na bramce albo zamiatałam bieżnię, bo do niczego innego się nie nadawałam) i do dziś nie jestem w stanie pojąć swoim małym rozumkiem, co może się komuś podobać w futbolu czy koszykówce. Za to fajne było skakanie w gumę z dziewczynami i bawienie się Barbie kuzynek.

Wydaje mi się, że dla niektórych dziewczyn noszenie ciuchów uznanych społecznie za synonim kobiecości stanowi sedno wszystkiego. O, tak! Ubrać się jak ta lala, wymalować i może nawet wyjść tak z domu. No tak, może to ja jestem spaczona psychicznie, bo parę lat temu opuściłam dom rodzinny i mieszkam sama, albo dlatego, że teraz ciuchy rzadko kiedy mnie podniecają seksualnie…… ale takie rzeczy nigdy nie były dla mnie czymś lepszym od innych, kobiecych ciuchów.
Szpilki i mini? Ok, suuuper, ale tylko wtedy, kiedy mam „lepszy” dzień lub taki bardziej naładowany hormonami i akurat mam na nie ochotę. Wtedy mogą być nawet koturny od 17 centymetrów w górę. Jednak na co dzień wolę niski lub płaski obcas: płaskie muszkieterki, oficerki, butki na kaczuszce, balerinki, albo (o zgrozo potworna!) damskie Pumy czy Nike. Do tego potrafię założyć (równie przerażające!) spódniczki przed kolano, legginsy i tuniki z golfem, sweterki, szmizjerki, biurowe koszule, zwykłe dżinsy, rurki, bojówki czy dzwony, no i ba! mam nawet kilka zupełnie długich spódnic i sukienek!
No i uwierzcie mi (albo nie), że naprawdę nie czuję się w nich mniej kobieco. Być może nie tak seksownie jak w kusej sukience cheongsam, botkach Miss Sixty czy czółenkach z Pleasera i nylonowych pończochach, ale wcale nie mniej kobieco.

Z natury jestem obserwatorką-introwertyczką. I może też dlatego obserwuję „genetyczne” dziewczyny, i te znajome i te, które prawie każdego dnia przewijają się przed moimi oczami. Zauważyłam, że większość z nich wysoki obcas i krótką spódniczkę traktuje albo jako element firmowego „munduru” (łatwo poznać po stonowanym kroju) albo czegoś na szczególne okazje. Ze wszystkich moich kilkunastu znajomych tylko jedna pomyka na co dzień w szpilkach tylko dlatego, że to zwyczajnie lubi.
W każdym razie obserwuję, uczę się i wyciągam wnioski. Dlatego kupuję sporo ciuchów i butów takich, jakie noszą dziewczyny w podobnym wieku.
I jest mi z tym dobrze, i jest mi z tym kobieco, bo dla mnie kobiecość to mniej zewnętrzny „look”, a bardziej to coś co jest we mnie.

04
sty
12

odpowiedzi na emaile

Już dawno miałam o tym napisać, ale jak zawsze zapominałam albo nie miałam czasu. A powinnam była, bo to ważne.

Jeśli napisałaś/napisałeś do mnie email, a następnego dnia nie masz na niego odpowiedzi – nie gniewaj się na mnie. Staram się odpisywać na wszystkie wiadomości, niestety nie zawsze mogę to zrobić tak szybko jak bym chciała. Nie każdego dnia mam wystarczająco dużo czasu albo weny; tym bardziej jeśli odpowiadam na jakąś dłuższą wiadomość, gdzie muszę wszystko przemyśleć kilka albo kilkanaście razy i pewnie tyle samo razy poprawić, bo nie lubię pisać na szybko, byle jak i byle coś odpisać.

Aha, no i jeśli nie jestem zainteresowana jakąś znajomością, to mam zwyczaj o tym napisać.

27
gru
11

po świętach

Nic się nie zmieniło.

No może poza tym, że zauważyłam, że schudłam. Spodnie zaczęły ze mnie trochę lecieć, no może bez przesady, ale tak, że to odczułam. Niby nic dziwnego, ale wczoraj założyłam kozaki, oficerki, które zwykle ledwo dopinałam…… a tu….. cud! Dopięłam lekko i od ręki, a do tych kozaków, które pół roku temu były akurat, to mogę dziś wpuścić dżinsowe rurki. Dopięłam nawet takie, które zawsze były za wąskie: skórzane Marks&Spencer (cudo! całe ze skóry razem z podeszwą), za które kiedyś się strasznie wypłaciłam, a które miały iść do szewca na rozciągnięcie. Nie wiem tylko, czy to wszystko jest efektem ponadnormatywnej pracy w ostatnim czasie, czy dość wytrwałych i regularnych ćwiczeń. Nieważne. Byle to utrzymać.

Ach, no w sumie to nawet się zmieniło. No może nie tak oczywiście i wyraźnie, ale do mojego Bestiariusza dodaję dziś nowy takson:

transka-molestator
Jak sama nazwa wskazuje jest to osoba płci „trans”. Niestety, jej charakterystyczną cechą jest próba przekonania mnie, że związek trans-trans ma sens i jest to coś wspaniałego, o czym powinnam była marzyć od zarania mojej świadomości. Ten typ zupełnie nie przyjmuje do wiadomości, że taka relacja mnie nie interesuje ani emocjonalnie, ani (tym bardziej) nie pociąga fizycznie. I dotychczas, czyli przez jakieś ostatnie 3 czy 4 lata, zaledwie jednej trans udało się mnie zauroczyć do tego stopnia, że zaczęłam się nad taką relacją zastanawiać.
Uwaga: powyższy typ charakteryzuje się podwyższoną odpornością na spławianie.

25
gru
11

święta czyli spokój

Tak jak pisałam wcześniej, dopiero dziś odzyskałam spokój czyli samotność i swój mały świat. Wczorajszy dzień minął szybko, może nawet za szybko. Nie chce mi się pisać o samej kolacji i świętach, bo nie zdarzyło się nic o czym warto napisać. Dość, że dziś przed południem byłam już z powrotem u siebie w domu. Sama. Wreszcie. Z poczuciem, że po ostatnim sprincie, to na następne kilka dni zapowiada się słodkie nieróbstwo.
Właśnie otworzyłam pocztę, i uch…..! Zaraz postaram się odpisać na krótsze maile, dłuższe pewnie zostawię na jutro, wiadomości z TD także. Dziś nie dam rady odpisać na tyle, ale kilku osobom dziękuję za życzenia, to naprawdę bardzo miłe. :)
Teraz doprowadzam dom do porządku… bo wszystko, co na czas mieszkania z matulą musiało zniknąć z widoku, musi wrócić na swoje miejsca. Dopiero wtedy znowu poczuję się normalnie.
No i po ostatnich tygodniach niełatwej i nieprzyjemnej pracy powoli odchodzi ode mnie aseksualność i wzięłam się za dokończenie dwóch opowiadań, w tym jednego, które zaczęłam z rok temu, a które jak zwykle będą dostępne dla zainteresowanych.

Wszystkim wiernym czytelnikom bloga:
Wesołych Świąt!

Santa pinup

16
gru
11

tak na chwilę

Na parę godzin pozbyłam się matuli, ale pewnie już niedługo wróci od psiapsiuły.
Czy może być coś cudowniejszego od ciepłej tuniki z golfem, biustonosza, szortów, rajstop, balerin i legginsów?
Na te parę godzin, to chyba nie.

13
gru
11

trans opowiadania, trans porno i pisanie do szuflady

Przyznaję się, że wiele razy poszukiwałam dobrych opowiadań w tematyce trans. No i niestety, ale te, które znalazłam można podzielić na dwie, no… w sumie 3 kategorie: czysta pornografia, pornografia z odrobiną fabuły i opowiadania prawie w ogóle pomijające tematykę seksu.
Brak mi czegoś pośrodku. Życiowego. Czegoś jak harlequin tylko z odrobiną pikanterii. Akurat Harlequina to podałam tak dla przykładu (może dlatego, że lubię romantyczne historie), równie dobrze może być opowiadanie fantasy czy detektywistyczne, w którym leitmotivem jest transwestytyzm lub transseksualizm, ale za to takie, gdzie autor by potrafił wpleść wątek erotyczny tak, żeby stanowił tylko jeden z wątków, był dopełnieniem, a nie przesłonieniem całości fabuły.

W ogóle to dostrzegam olbrzymią różnicę nie tylko w ilości, ale bardziej w jakości między opowiadaniami polskimi a anglojęzycznymi. Zdecydowana większość polskich jest „as raw as fuck”, dosłownie. Z krótszym lub dłuższym zagajeniem pornograficznej akcji. Ta drobna reszta to te prawie aseksualne. Myślę, że i jedne i drugie są potrzebne, sama pisywałam i pisuję różne. Ale no sorry, ale większość tego na co trafiłam w polskim necie nosi wyraźne ślady szybkiej i jednorazowej masturbacji autorki/autora. Poza małymi wyjątkami, to zwykle brak w nich realizmu i budowania klimatu. Zwykłe rypanie, ewentualnie obciąganie. Może to podnieca podobnych autorom, ale może naprawdę istnieje grupa bardziej wymagających czytelników?

Nie postponuję polskich autorów, bo w anglojęzycznym necie też większość to opowiadania pisane pod wpływem buzujących hormonów, ale jednak trafiają się prawdziwe perełki, pisane pewnie tygodniami jak nie miesiącami. Z rozbudowaną fabułą, scenerią, niezłymi dialogami i czasami nawet z jakimś przesłaniem (nie będę ułatwiać, zainteresowani sami znajdą ten właściwy portal). A tego to w polskim necie ni hu hu.

Wiadomo, że wszystkim rządzi rynek, czyli popyt i podaż. Więc skoro od lat nie pojawia się nic bardziej ambitnego to znaczy, że jak na razie jest zbyt mało osób lubiących delikatną erotykę w klimacie trans. Dlatego wciąż piszę. Może nie najlepiej. Może brak mi warsztatu. No bo komu poważnemu dać do krytyki opowiadanie trans, żeby poprawiać swoje błędy? Więc na razie piszę do szuflady i czekam na popyt.

Ze słowem pisanym i tak jest lepiej niż z kinematografią. Dotychczas nie znalazłam niczego naprawdę dla siebie. No owszem, jest kilka niezłych filmów poruszających temat ale nic z tego czego bym oczekiwała: niezłej fabuły i delikatnej erotyki.
Tak jak geje mają swoje Brokeback Mountain, a lesbijki śliczną scenę z Chloe, Bound Wachowskich (Matrix) czy moją ulubioną „bajkę”, Fucking Åmål Moodyssona (do dziś robi mi się słabo podczas pocałunku dziewczyn w samochodzie z Foreigner – I Want To Know What Love Is w tle), tak dla nas, trans nie ma nic takiego….. No i owszem jest kilka niezłych filmów, jak The Wong Foo z Patrickiem Swayze… ale jednak bardzo brak mi czegoś w stylu Dirty Dancing z motywem trans.

No i na koniec kinematografia-pornografia.
Z mojego punktu widzenia, to nawet nie chce mi się rozwodzić nad tym jak bardzo żenująco niska jest jakość większości filmów. Aktorki wyglądające na ćpunki, z pryszczami na tyłkach, a i aktorzy nie lepsi. Obrzydzenie. Może to taka specyfika branży, ale scenki, które lubię od czasu do czasu obejrzeć, to mogę w przeciągu ostatnich 3 czy 4 lat lat policzyć na palcach obu rąk, może trochę więcej. No tak, jest kilka niezłych scen z Kimber James, Celeste, czy „zabytkowych” z Miriam Rivera, ale to i tak w większości nie to, czego oczekuję. Brak w nich geniuszu reżyserskiego Philipa Monda.
To na tyle.

PS
Tego posta pisałam na smartfonie przez parę dni, w drodze między pracą a domem, i dopiero dziś udało mi się go lekko poprawić i wkleić, więc wybaczcie mi błędy.

11
gru
11

Christian Louboutin, czyli dlaczego kobiety kochają czerwone podeszwy

Dziś jestem tylko na moje 5 minut, więc wrzucam tylko bardzo sympatyczny i ciekawy link: Jego wysokość Christian Louboutin. Ogólnie ciekawy, nie tylko dla kobiet i trans. Okazuje się, że facet miał wizję i siłę do jej realizacji.

Pierwsze i dziesiąte…. no…, będę starać się mieć. :D

03
gru
11

kobieta zmienną jest

Ha! naobiecywałam, że więcej mnie nie będzie niż będzie, a tu znowu wyszła ze mnie moja przekorna natura. I jest mnie tu więcej niż było kiedykolwiek.
Zresztą, kurczę blade, ze mną to zawsze tak było. Kiedy obiecywałam po raz setny, że będę się uczyć to jakoś nigdy nie wychodziło i było coraz to gorzej. No, ale kiedy na przekór rodzicom postanowiłam zupełnie olać szkołę, wagarować, palić, i pić jabole (no bo po co mi to zafajdane liceum? do szczęścia potrzebne?) to nagle wskoczyłam na pozycję jednej z najlepszych w klasie, a i maturę (zdawałam jeszcze tą starą) zdałam tak, że wszyscy dookoła nielicho się zdziwili.
Też zawsze tak samo było z byciem „en femme”. Im bardziej sobie obiecywałam, że już nigdy, przenigdy nie założę kobiecego ciucha, a już w ogóle, to na pewno nie zrobię żadnej innej jeszcze bardziej bezwstydnej rzeczy, tym bardziej mnie to wkręcało. Co z tego, że dziś wyrzucałam ciuchy i „akcesoria” (butów nigdy nie wyrzucałam – były za drogie :P ), jak jutro nie mogłam się oprzeć, żeby czegoś nie kupić?
Parę godzin temu wyekspediowałam matulę, aż do poniedziałku, do jej własnego świata, i teraz cieszę się tym, że przez następne dwa dni mogę pobyć sobą. Nie muszę sobie nic obiecywać, nie muszę nikomu nic ściemniać, będę robić to, na co mam ochotę. ;)

02
gru
11

nic tak naprawdę ważnego

Dziś znów udało mi się urwać chwilę dla siebie. No i więc co prawda jestem, ale tak zmęczona i pora dnia (nocy?) jest tak późna, że już nie dam rady sensownie odpisać na maile… Ale weekend podobno zapowiada się wolny, bo (znów „podobno”) jesteśmy przed terminami, więc pozostaje tylko jakoś wyekspediować matulę na te 2-3 dni w jej własny świat, no bo przecież będę w domu i jak zwykle sama sobie poradzę z wyprzątaniem kuwety i resztą życia.
Więc już dziś zaczęłam nawijkę, że pewnie kwiaty ma niepodlane i tak dalej więc może jednak weźmie to do siebie i da mi parę dni spokoju. Nie no, to wcale nie tak, żebym jej nie doceniała ale naprawdę nadmiar opiekuńczości jest gorszy od faszyzmu, a ja tylko chcę mieć (brzydkie słowo), chwilę dla siebie… tak tam dla poratowania własnego zdrowia psychicznego. Ach! No i wreszcie chciałabym zjeść coś normalnego, jakąś pizzę czy spaghetti własnej roboty.




Chwilowe motto

- To chłopiec czy dziewczynka?
- Nie uważasz, że jest trochę za wcześnie na przypisywanie ról społecznych?

"Sens życia wg Monty Pythona"

 

Styczeń 2012
P W Ś C P S N
« gru    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031  

Kontakt ze mną

Moje GG moje gg: 13078911
Czasami jestem niedostępna lub niewidoczna, ale zawsze odpowiadam.

Nowy, aktualny adres email:
dorotatvcaress.com

Trochę więcej o mnie

Transka M2F.
Absolutna fanka butów. Zarówno tych zwyczajnych, codziennych, ale przede wszystkim nietypowych, "łóżkowych" i drogich.
Z dużym odchyłem w stronę prawdziwych nylonowych pończoch, gorsetów i stylu pin-up.

I love nylon stockings
I like to wear high heels
Usually, I wear ballet flats
Ballet stilettos are very sexy for me
I love to wear high boots
Usually, I wear stockings
I love fishnet stockings, pantyhose, bodystockings, pants... whatever

O blogu


pagerank 2

Ulubione marki

To nie to, żebym patrzyła na metkę. Jeżeli coś mi się naprawdę podoba, to kupuję i już. Ale przy niektórych mam swoje sprawdzone rozmiary, a do tego podoba mi się wzornictwo, no i wiem jaką jakość otrzymam.

atmosphere buffalo denim co. doc johnson dorothy perkins dr martens dunnes stores gatta heavy duty h and m leg avenue lux marilyn marisha miss sixty marks and spencer new look new yorker next nike pleaser usa puma ryłko primark - secret possessions skechers troll wrangler zara

del.icio.us


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.